W połowie stycznia ukazała się płyta "Rock Boys", która wzbudziła niemałe zainteresowanie.
Pojawiły się różne opinie na jej temat, często zaskakujące i skrajnie sprzeczne. Dla Marcina - jak sam przyznaje - było to ciekawe wyzwanie. Poniżej (zobacz więcej) możecie przeczytać naszą recenzję tej płyty po osłuchaniu się z nią. Mamy nadzieję, że jest ona obiektywnym spojrzeniem na efekt końcowy przedsięwzięcia, którego podjął się zespół Boys.
*****
W zasadzie nikt się nie spodziewał, że Marcin Miller sięgnie po repertuar rockowy. Trzeba jednak stawiać sobie nowe wyzwania, a im będą one ciekawsze, tym wywołać mogą niemałą dyskusję. Pomysł innowacyjny – zaśpiewać rockowe przeboje, przy których bawili się nasi rodzice. Wszak w disco polo nikt tego jeszcze nie zrobił, a nagrywano przecież już różne covery.
Czy rockowe piosenki można zaśpiewać w tanecznym rytmie i nadać im świeży muzyczny klimat? Jak się okazuje tak. W dodatku Marcin zrobił rzecz porównywalną z ostatnim krokiem Agnieszki Chylińskiej. Oboje zatarli granicę między muzyką taneczną, a rockową. I o ile posunięcie Agnieszki Chylińskiej zostało przyjęte ciepło przez jej fanów, o tyle fani Marcina Millera przyjmują projekt z mieszanymi uczuciami. Jednak wynika to pewnie z niechęci do muzyki rockowej – wszak przecież to jej fani negowali niegdyś disco polo, ośmieszali i wyśmiewali jej słuchaczy i wykonawców.
Tymczasem efektem końcowym bardzo zainteresowani byli również wykonawcy i autorzy rockowych przebojów.
Projekt solowy? Nie, to nie miałoby takiego efektu. Pomimo że w Boysach jedynym wokalistą jest Marcin, a chłopaki towarzyszą mu jedynie na scenie podczas występów, to są istotnymi elementami w całym wizerunku muzycznym. Tancerze, którzy występują u boku Marcina Millera, są również integralną częścią Rock Boys w wizualnej części. To wystylizowanie całej ekipy na poszczególne grupy rockowe daje zabieg lustrzanego odbicia – po jednej stronie oryginały – po drugiej taneczne oblicze. Wszystko w pozytywnym odczuciu.
Dobór repertuaru – w dużej mierze zależał od dobrej woli i zgody autorów utworów. Jednak ku zaskoczeniu, większość, ciekawa efektu końcowego, wyraziła zgodę – nie będzie tego śpiewał przecież przeciętny zespół disco polo, a prawdziwa marka. Ciekawe jaką minę mają teraz Ci, którzy nie zgodzili się na wykorzystanie ich utworów. Kto by się jednak tym przejmował, bo to co znajdziemy na „Rock Boys” przyciąga ucho.
W zestawie piosenek znalazły się utwory, które na wieki zapisały się w kanon polskiego rocka i nikomu nie trzeba przedstawiać „Szkalnej pogody”, „Statków na niebie” albo „Nasze randez-vous”. Spopularyzowana może być tylko piosenka „Jezu jak się cieszę”, która może nie już tak znana jak pozostałe.
Rockowy klimat został zachowany w każdej piosence – gitary, saksofon – tego nie brakuje, a wręcz pasuje Marcinowi. Efekt końcowy to świetna pop-rock’owa płyta, która świadczy o dobrym kierunku poszukiwaniu muzycznej ścieżki.
Michał Brodowski








